Życiu poznałam już wielu mężczyzn, lepiej chyba powiedzieć chłopaków. Każdy miał swoje wady, nie znam takiego bez wad. Nurtowało mnie pytanie, czy mam szukać tego, którego wada jest najlżejsza?
Co za bezsensowna kwestia. Jak wiadomo wady ma każdy. Już ponad 2 lata temu, byłam zainteresowana pewnym chłopakiem, nie był to żaden związek, ale ja wciągnęłam się w naszą znajomość, a on miał wywalone. Kiedy zrobił błąd, od razy się wycofałam. Teraz mamy 0 kontaktu. W sumie cieszę się z tego, ale od tego czasu moje wyobrażenie o miłości, a jestem totalną romantyczką, upadło. Powoli tracę nadzieję.
Ponad 5 lat temu spodobał mi się pewien chłopak nazwijmy go Bartek. Był z pewną dziewczyną i po kilku latach związku postanowił się jej oświadczyć. (W takim wieku, w takich czasach, co z tym typem jest nie tak!!!) Potem kręcił z jedną i walił żartami w stylu, że gdyby nie zaręczyny to by był z nią. Po prostu cham. Ale to jeszcze nie wszystko. Do innej pisał bardzo sprośne i dwuznaczne żarty. I wiecie, co współczuje tej dziewczynie, tej, która mu ufa i która chce spędzić z nim resztę życia. Moje uczucie do niego, a nawet szacunek znikł. Nie pisać do tej dziewczyny, żeby nie było, że wtrącam się nie potrzebnie. Miałam o nim dobre zdanie, ale po latach ponownego spotkania się totalnie stał wie świnią.
Każdy mówi, poznasz kogoś, nie masz się co martwić. Ale ja boję się poznawać nowych ludzi, nie umiem gadać z chłopakami, nie czuje się w ich towarzystwie swobodnie, nie jestem sobą. Mogę liczyć tylko na cud i na to, że może znajdzie się wyjątek. Choć płatki mej róży jeden po drugim lądują na podłodze…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz