wtorek, 14 stycznia 2020


Ostatnio wyszłam z domu i dotknęły mnie promienie słońca, wywołały one uśmiech na mojej twarzy. Gdy zobaczyłam zielone rośliny, poczułam, że Bóg mnie kocha. Spojrzałam w prawo w nadziei, że zobaczę sarny, pierwszy raz się nie zawiodłam. Poczułam się spełniona, tak nie wiele mi było trzeba. Zaraz pomyślałam o mojej rodzinie, co ja bym bez niej zrobiła. Wsparcie na całe życie. Wracając do domu, dziękowałam Bogu za moich znajomych i przyjaciół, którzy są tak blisko, wspierają mnie i ufają (jeśli dostałyście linka do tego bloga, to o Was tu mowa). Wtedy też poczułam, że nie potrzeba mi księcia na białym koniu w lśniącej zbroi. Bo i bez niego jestem silna i samowystarczalna. A poza tym czytałam gdzieś, że facet szuka kobiety, która jest szczęśliwa. Szuka kobiety, która jest szczęśliwa BEZ NIEGO. Zrozumiałam wówczas, że muszę być szczęśliwa ze względu na siebie, a nie tego pechowca. Że muszę się skupić na sobie, realizować swoje marzenia, a nie czekać niecierpliwie na tego jedynego. Życie nie polega na tym, a skoro jest jedno to warto je wykorzystać na działanie, a nie czekanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

  Jeśli masz problem do zawsze przyjdziesz do mnie   Jeśli jest okej   To zostaje gdzieś w tyle