Czy tylko ja gdy zbliża się koniec niedzieli, czuję, że jest to również mój koniec? Jak rok szkolny kręci się na pełnych obrotach, każdy poniedziałek, wtorek, środa, czwartek i piątek to męka, presja i stres. Język plącze mi się od tych nazw przedmiotów. Wydaje mi się, że cały czas albo coś pisze albo muszę kogoś słuchać albo muszę odpowiadać. Gdy wracam z tego budynku, który nazywają szkołą, znowu siadam do książek, żeby z wszystkim być na bieżąco, żeby niczego nie przeoczyć. W piąteczek idę do kościoła, żeby podziękować Bogu, że przeżyłam. A potem tylko dwa dni, DWA dni, żeby odpocząć. Tu znajomi, tam jedzenie, tu impreza, tam leżenie i uczenie. Jak można tak żyć?! Wszyscy mówią, że młodzi powinni się wyszaleć. Niestety nie ma kiedy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz