Stresów kulminacja
Jutro finał
Niby brak mi weny
A jednak już zaklęty
Ciągły strach
Przed wielkim
Spotkaniem niewielkim
W głowie tylko jedno
Dlatego mi tak ciężko
Zasnąć jest dość często
Stresów kulminacja
Jutro finał
Niby brak mi weny
A jednak już zaklęty
Ciągły strach
Przed wielkim
Spotkaniem niewielkim
W głowie tylko jedno
Dlatego mi tak ciężko
Zasnąć jest dość często
Chciałabym już poczuć Twe ciepło
Dotknąć Twych rąk
I pięknej twarzy
Lecz to nie dla mnie
Przeznaczone
Te uczucie kiedy jest dobrze
A potem przytomniejesz
I zdajesz sobie sprawę, że
Nie masz u niego szans
Chce byś był przy mnie
Gdy siedzę sama
Chce byś był
Gdy potrzebuje przytulenia
Chce byś dał znać
Gdy cierpliwie na to czekam
Tęsknie za tym
Czego nie mogę mieć
Brakuje mi tego
Czego nigdy nie miałam
Czekam na to
Co nie przyjdzie
Patrzę na tę kolorową szybę
I wiem, że po drugiej stronie gdzieś
Jesteś Ty
Leżysz pewnie
I słuchasz muzyki
Nie tej co ja
Ale rozmyślasz nad sensem
Tego wszystkiego
Potem w ciągu dnia
Będziesz umierał z niewyspania
Tak jak ja
Zapadł mrok
Pada deszcz
A pod latarnią Twój cień
Czekasz na mnie
By wtulić się w me ramiona
By Twoje nozdrza wyczuły te perfum
Biegnę, co sił
By poczuć się znów bezpieczna
Stąpam po cienkim lodzie
Choć nie chce by nas dzielił
Brak mi teraz powietrza
Bo zbyt wysoko do nieba
I Ciebie
Nie spełniam swoich marzeń
Nie kupuje tego, co mi się podoba
Nie okazuje chęci zainteresowania
Nie mówię o tym czego chce
Ale tak
Myślę tylko o sobie
Jeśli masz problem do zawsze przyjdziesz do mnie Jeśli jest okej To zostaje gdzieś w tyle