Każdy ma chwilę słabości
Każdy może płakać w ukrycie
Ale najważniejsze, abyś miał się
Przy kim uśmiechać
Każdy ma chwilę słabości
Każdy może płakać w ukrycie
Ale najważniejsze, abyś miał się
Przy kim uśmiechać
Jeszcze nigdy nie miałam dobrego humoru w niedzielny wieczór. Aż do teraz. Tę radość sprawiło mi szczęście innych. Nie martwię się sobą, swoimi wadami czy tym czego nie umiem. Cieszę się, że coś potrafię, że moja przyjaciółka obok jest szczęśliwa, że słońce pięknie na dworze świeci, że ptaki śpiewają. Optymizm, światu brakuje optymizmu.
Me życie spokojnie
Bez wielkich problemów
Czy uzależnień
Jest mi dobrze
I jestem dobra
Lecz kilka ziomków
Odeszło w złą stronę
Choć bardzo się o nich boję
Ich to nic nie obchodzi
Bawią się dobrze
Ja patrzę z boku i płaczę
Potem będzie się im ciężko z tego podnieść
Ja patrzę w przyszłość
Oni żyją przeszłością
Mają podcięte skrzydła
Anioły demonów
Ja serce czyste
Chce ich podnieść
Ale nie warto się zbliżać
Bo zemsta okrutna
Może moje skrzydła zabrać
Więc tylko patrzę
Z łezką w oku
I niedowierzaniem
Z modlitwą w sercu
I zapamiętaniem
Kolejny dzień
Kolejny upadł lisek
Choć wiadomo, że drzewo
Już dawno wyschłe
Nadzieja gdzieś jeszcze tkwi
Ten kolejny promyczek jest ugaszony
Kolejna niespełniona miłość
Zostaje odsunięta w cień
Choć nie zaczęta i niedokończona
Moje ciche nadzieje
Bo zawsze czekam na krok
Ja czekam
Nie chce tego doczekać
Jak wszystkie liście będą spoczywać pod drzewem
A drzewo będzie gołe i zimę
Jako moje serce
Co jeśli tych liście zabraknie
Kto wtedy mi serce skradnie
Szłam przez ciemność
Zaplątał się smok
Który jest ciągle obok
On wsiąka moje kolory
On wysysa ze mnie radość
A gdy jesteśmy sami
Wyciska łzy
Tworząc kałuże
Ocean
Wszystko jest inne
Ten ból w środku
Nigdy nie był taki
Intensywny
Ta świadomość
Że to nie moje miejsce
Na dworze deszcz
Wyciągam kurtkę
I parasol
Jesień
A nawet października jeszcze nie ma
Niech już idzie
Naura
Mamo
Chciałabym kiedyś z Tobą szczerze porozmawiać
Otworzyć przed Tobą moje rany
I opowiedzieć tego czego nikt nie wie
Ale wtedy przestraszyłabyś się
Tego co się ze mną dzieje
Mamo
Tak bardzo bym chciała
Żebyś zwróciła na mnie uwagę
Może potrzebuje Twojej pomocy
Może potrzebuje Twego zrozumienia
Może właśnie płacze w pokoju obok
Może właśnie czekam aż ze mną porozmawiasz
Wiem że nie masz nawet czasu dla siebie
Rozumiem
Ale ja Ciebie potrzebuje
Wprost
Mówienie wprost
Tłumaczenie wprost
I aluzje
Metafory
Z nich wolę
Niewprost
Niedosłowne
Środki przekazu
Pióra, zdjęcia i obrazu
Mówienie wprost
Jest przereklamowane
Ja wole atrament
Emocje przelać światłem
Uchwycić ten jeden moment
Albo po prostu płynąć
Z farbą, akwarelą czy kredkami
Nie lubię mówić o sobie
Dlatego pisze tu metaforami
I anonimem
Uśmiechnięta, dobra i pomocna
Ściągnij tą maskę
Mówi głos we mnie
Przekraczam więc próg
I jestem sobą
Smutną, obciążoną i zmęczoną
Dziewczyną
A potem odpływam
Zostaje tylko ciało
Nie ma
Tylko pustka
Mam suche oczy
Od łez
Które upadły na posadzkę
Gdy na dworze padał deszcz
A ich dźwięk niesie się
Niczym melodia po pokoju
(Pozdrawiam Karolinę, która była moją inspiracją)
Witaj nieznajomy
Pytanie do Ciebie mam
Czy tam skąd pochodzisz
Każdy może być sobą
Czy tam jest dobrze
I każdy jest szczęśliwy
Czy tam nic nie trzeba
A wszystko można
Zabierz mnie
Do lepszego świata
Gdzie będzie mi
Wygodnie
Droga
Kręta i prosta
Długa i krótka
Wąska i szeroka
Miła lub niemiła
Niebezpieczna czy bezpieczna
Wiele w niej przeciwieństw
Trawy wysokie
Dom ich obok
Naprzeciw droga
Bardzo ruchliwa
Nie cicha
Siedzi stare małżeństwo
Ot tak po prostu wpatrzone w pojazdy
Mknące po ulicy
On trzyma jej dłoń
A ona do niego się serdecznie uśmiecha
To jest szczęście
Chciałabym choć raz być kimś
Kimś innym
Kimś lepszym
Kimś kto znaczy więcej niż ja
Kimś kto jest kimś
A nie jak ja nikim
W sercu niepewność
W powietrzu tylko kurz
Tacy samotni
Niepokalani
Czekamy na wyrok
Choć już skazani
Na ścięcie trzeba iść
Cóż więcej potrzeba nam
Jak drugiego serca
Które cierpi jak nasze
Bo ja miałem wszystko
Ale nikogo, kto by mnie wysłuchał
I to jest po prostu cholernie samotne
Przebywam wśród tłumówCo jeśli, co jeśli się potknę
Co jeśli, co jeśli upadnę, upadnę
Czy jestem potworem,
Czuje się nim każdego dniaZa oknem hula wiatr
W sercu mym mróz
W głowie tylko słońce
Wokół tylko mgła
Moje życie to wieczna niepogoda
Było ciepło
Jest monotonnie
Tłumu na schodach
Ludu pełno wszędzie
Miejsce obok puste
Bo samotność
To mój kumpel
Obowiązków pełna lista
Muszę zachować dystans
A kiedyś tylko przystań
Marzę by tam powrócić
Wtedy uśmiech był szczery
Dziś to tylko pozory
Jeśli masz problem do zawsze przyjdziesz do mnie Jeśli jest okej To zostaje gdzieś w tyle